Fioletowa Winda

L-kultura, L-polityka, L-życie

Ktoś w Sarze Waters

6 października tego roku, dzięki wydawnictwu Prószyński i S-ka, ukazała się piątą powieść Sary Waters pod tytułem „Ktoś we mnie”. Polska premiera miała miejsce zaledwie kilka miesięcy po debiucie w Wielkiej Brytanii. Brawo!

Wydawnictwo tak opisuje książkę: „Lata powojenne, Anglia. Czterdziestoletni doktor Faraday trafia do podupadłej posiadłości, będącej od paru stuleci własnością Ayresów, zubożałej rodziny ziemiańskiej. Dwór, dawniej piękny i okazały, popada w ruinę. Park i ogrody zarosły chwastami, a wskazówki zegara znieruchomiały na godzinie za dwadzieścia dziewiąta. Zdziwaczała pani Ayres, jej niezależna córka i ambitny, zagubiony syn, który nigdy nie doszedł do siebie po katastrofie samolotowej, bezskutecznie próbują iść z duchem czasu.

Mijają dni i dom staje się tłem mrocznych, niepokojących zdarzeń. Faraday nie wie, że los rodziny, której usiłuje przyjść z pomocą, nieodłącznie splecie się z jego własnym. Czy zdoła zapobiec tragedii?

Mistrzyni fabuły przygotowała dla nas kolejną niespodziankę. Jedno jest pewne: nie będziemy rozczarowani.”

Już mam, jeszcze nie czytałam.

Czego się spodziewam? Przede wszystkim, kilku godzin dobrej rozrywki.

Wszystkie dotychczasowe książki Waters odznaczały się zawiłą, ale świetnie poprowadzoną fabułą i wyrazistymi postaciami. Trzy pierwsze, „Muskając aksamit”, „Niebanalna więź” i „Złodziejka”  osadzone były w XIX-wiecznej Anglii, a czwarta, „Pod osłoną nocy” – w Londynie czasów II wojny światowej.

Co je łączy? Kobieta-lesbijka jako pierwszoplanowa postać.

Lesbijką jest sama Waters. „Muskając aksamit”, literacki debiut, był jej coming outem. Nie tylko publicznym! Rodzice pisarki właśnie dzięki książce dowiedzieli się o orientacji seksualnej córki. Sama Waters twierdzi, że tak przeprowadzony outing był dla niej niezwykle ważnym i oczyszczającym doświadczeniem.

Trzy pierwsze powieści Sary zostały sfilmowane. Również „Pod osłona nocy” wkrótce doczeka się adaptacji telewizyjnej, a kilka dni temu na oficjalnej stronie pisarki pojawiła się informacja o sprzedaży praw do filmu na podstawie „Ktoś we mnie”.  Tak wielkie zainteresowanie filmowców prozą Waters to efekt wspomnianej już, bardzo precyzyjnie prowadzonej i plastycznej fabuły w każdej z jej książek. „Te teksty się ogląda” – stwierdziła nawet jedna z moich znajomych. To prawda. Lektura książek Waters to nie tylko doświadczenie literackie, ale również filmowe.

„A little stranger” – najnowsza, piąta powieść pisarki, została wydana w styczniu tego roku, a już 9 miesięcy po światowej premierze pojawiła się w Polsce pod tytułem „Ktoś we mnie”. Pierwszy raz Brytyjka do swojej prozy nie wprowadziła bohaterki-lesbijki, w związku z czym pojawiły się głosy, że zdradziła środowisko, a książka została napisana tylko po to, żeby jej przynieść sławę również wśród heteroseksualnej części społeczeństwa.

Dość chyba niesprawiedliwe zarzuty, biorąc pod uwagę fakt, że książki Waters zostały przetłumaczone na 26 języków, zbierały świetne recenzje na całym świecie i były wielokrotnie nominowane do najważniejszych literackich nagród. „Złodziejka” została nawet uhonorowana przez Stowarzyszenie Autorów Powieści Kryminalnych w 2002 roku. W tym samym roku Waters została Autorką Roku British Book Award.

Waters odniosła się do zarzutów o zdradę środowiska w wywiadzie dla brytyjskiego magazynu „Velvet” przyznając, że jest jej z tego powodu nieco przykro. „Byłam trochę niespokojna [o reakcje fanek] już podczas pracy nad książką. Za każdym razem, gdy brałam udział w spotkaniach z lesbijkami lub udzielałam wywiadów tęczowej prasie, przepraszałam: ‚W nowej powieści nie ma lesbijek. Mówię Wam już teraz, żebyście nie były zawiedzione’. Wygląda na to, że niektórzy i tak będą rozczarowani… Rozumiem to – tak rzadko jesteśmy właściwie reprezentowane w filmach i książkach”.

Waters nie tylko nie zamieściła w książce lesbijki. Poszła jeszcze dalej i… snuje opowieść z punktu widzenia mężczyzny!

Powieść od dnia premiery świetnie się sprzedaje i zbiera entuzjastyczne recenzje. Kilka z nich? Bardzo proszę. Najlepszym jednak świadectwem jej jakości jest fakt, że znalazła się wśród siedmiu finalistów tegorocznej Man Booker Prize.

Za polskie tłumaczenie odpowiada Magdalena Moltzan-Małkowska, znana wcześniej jako Magdalena Gawlik-Małkowska. Zmierzyła się z prozą Waters już po raz piąty. Cztery wcześniejsze powieści przełożone są wybornie: z dużą dbałością o szczegóły, eksponujące niuanse językowe i świetnie oddające zróżnicowane style mówienia bohaterów. Moltzan-Małkowska to absolutny wyjątek wśród polskich tłumaczy, którzy nierzadko masakrują wspaniałe utwory literatury światowej niedoskonałym warsztatem.

Sarah Waters to jedna z nielicznych pisarek, na której książki z zapartym tchem czeka się kilka lat tylko po to, by kupić tuż po premierze i zacząć czytać jeszcze w drodze z księgarni do domu. 464 strony i, podobno, najmroczniejsza z jej historii. Zobaczymy.

Reklamy

11 października 2009 - Posted by | Literatura | ,

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: