Fioletowa Winda

L-kultura, L-polityka, L-życie

Saz Martin

Saz Martin dostaje zlecenie. John Clark – najprzeciętniejszy z przeciętnych mężczyzna – chce odnaleźć przyjaciółkę. Pożyczył jej pieniądze, a ona zniknęła. Nie odzywa się od dłuższego czasu. To do niej niepodobne! John przyjaźni się z nią od kilku lat. W tym czasie stała się najbliższą mu osobą. Bliższą nawet niż żona. Jak wielkie więc jest zdziwienie Saz gdy dowiaduje się, że John nie zna nawet imienia zaginionej…

Tak właśnie Stella Duffy rozpoczyna powieść „Calendar girl”, pierwszą z pięciu o przygodach prywatnej detektyw Saz Martin. Seria zyskała sporą popularność, a Saz stała się kultową postacią wśród brytyjskich lesbijek.

Dlaczego właśnie Saz? A dlatego, że sama jest lesbijką. A w dodatku stawia czoła groźnym przestępcom, brutalnym mężczyznom, nieprawdopodobnym sytuacjom. I zawsze wychodzi z opresji obronną ręką.

Superkobieta, powiedziałby ktoś. Otóż nie do końca. Często bowiem popada w kłopoty, ale to przecież dosyć typowa cecha detektywów. Saz ma też mnóstwo wad, które czynią jej postać niezwykle realną, żeby nie powiedzieć – zwyczajną.

Lubi pić. Codziennie wczesnym rankiem budzi się z kacem tylko po to, żeby pobiegać. A potem śpi do południa.

Wiecznie coś jej się psuje w domu. Najczęściej akurat to, co jest najbardziej potrzebne. W „Calendar girl” jest to automatyczna sekretarka.

Miewa kłopoty finansowe. Na szczęście w trudnych momentach zjawiają się klienci i jakoś udaje jej się wyjść na prostą. Czasem nawet uda jej się złapać jakąś dorywczą pracę, dzięki której stać ją na zakup nawet kilku automatycznych sekretarek.

Ma poplątane relacje z rodziną. Niekiedy do nich dzwoni, od czasu do czasu nawet odwiedza, ale… to taka powierzchowna, pełna niedomówień relacja. Pierwszym niedomówieniem jest, oczywiście, orientacja seksualna Saz.

Jest sama. Nie może wyleczyć się z nieudanego związku z Caroline, w której była szaleńczo zakochana. Kto wie, może wciąż jest. Caroline jest dużo młodsza i niedojrzała. Zostawiła Saz dla innej, ale okazało się, że ten drugi związek nie przetrwał próby czasu. Caroline wyjeżdża więc do Nowego Jorku, by tam zacząć nowe życie. Saz wprawdzie ją odwiedza, mieszka z nią przez kilka dni i nawet śpią razem, ale… no właśnie – tylko śpią. Saz zresztą obiecała sobie, że resztę życia spędzi w celibacie.

Sama już postać Saz powinna być wystarczającym powodem, by sięgnąć po książki Stelli Duffy. Ale autorka ma o wiele więcej do zaoferowania.

Są, oczywiście, kryminały bardziej trzymające w napięciu i lepsze powieści obyczajowe, ale trzeba docenić doskonale prowadzoną narrację. Tę samą sytuację widzimy zawsze z kilku punktów widzenia. Czasami wchodzimy do środka i bezpośrednio bierzemy udział w akcji, innym razem natomiast przyjmujemy pozycję biernego obserwatora. Jest to zabieg angażujący czytelnika – czasami zaskakujący, czasami skłaniający do refleksji. Pozwala lepiej zrozumieć „tych złych” i bardziej współczuć „tym dobrym”.

No właśnie – „źli” i „dobrzy”. Regułą jest, że w powieści kryminalnej świat jest „zero-jedynkowy”. Nie u Duffy. Mamy tu pełną paletę „szarości”. Do samego końca nie sposób stwierdzić, kto tak naprawdę jest czarnym charakterem, a kto tylko go udaje. Nie ma też postaci krystalicznie czystych. Nawet Saz ma niejedno na sumieniu…

Książki o Saz Martin nie pozbawione są też humoru. Czasem jest to czarny humor, czasem śmiejemy się przez łzy. Ale są też niezwykle zabawne momenty, które mogłyby znaleźć się w dowolnym brytyjskim sitcomie. Wystarczy wspomnieć kłótnie między dwoma policjantkami-lesbijkami, Helen i Judith, które pomagają Saz w rozszyfrowaniu zagadek.

No właśnie. Lesbijki. Książki o detektyw Martin są pełne lesbijek. Można przyczepić się, że nie odzwierciedlają rzeczywistości. No bo jak to? Jak to możliwe, że gdziekolwiek się nie obejrzysz, tam lesbijka? No więc to JEST możliwe! Powiem więcej – bardzo prawdopodobne. Duffy w mistrzowski sposób wykorzystuje (i troszkę wyśmiewa) stereotyp, że w lesbijskim świecie każda zna każdą, a twoja dziewczyna to najlepsza przyjaciółka ex dziewczyny byłej dziewczyny koleżanki twojej przyjaciółki. Wiecie, o czym mówię? Oczywiście, że wiecie.

Dlatego Saz zna wszystkich, a nawet jeśli nie zna, to zna kogoś, kto zna. Dobrze to wytłumaczyłam? 😉

Książki są też pełne scen seksu między dwoma kobietami. Bardzo plastyczne i zmysłowe. Czuć, że Duffy wie, o czym pisze. Należy też zwrócić uwagę na to, że sceny seksu nie są tylko zbędnym ozdobnikiem. Nie zostały napisane tylko po to, by zachęcić do lektury rzesze lesbijek i napalonych facetów. Nie. Seks odzwierciedla stan emocjonalny bohaterek, czasem nawet „popycha” akcję do przodu. Wyeliminowanie go spowodowałoby, że motywacja bohaterek nie byłaby zrozumiała, czasem nawet nie miałaby sensu. To wielka sztuka w taki sposób wkomponować miłość fizyczną do powieści.

Chyba nie ma wątpliwości, że gorąco polecam lekturę serii o Saz Martin autorstwa Stelli duffy. Składa się na nią pięć książek: „Calendar Girl” (1994), „Wavewalker” (1996), „Beneath the Blonde” (1997), „Fresh Flesh” (1999), „Mouths of babes” (2005). Jak nietrudno się domyślić, cykl nie został przełożony na język Polski. Jeszcze nie wiem, czemu: ze względu na lesbijski temat? Ze względu na seks między kobietami? Ze względu na brak zapotrzebowania na kolejne powieści kryminalne?

Nie bez przyczyny napisałam, że „jeszcze nie wiem”. Uważam bowiem, iż książki Duffy są na tyle ciekawe, dobrze napisane i nowatorskie, że zasługują na polskie tłumaczenie. Którego obiecuję się podjąć.

5 listopada 2009 - Posted by | Literatura | ,

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: