Fioletowa Winda

L-kultura, L-polityka, L-życie

Nowy Roku, proszę cię…

Rok 2010 rozpoczął się zaledwie kilka dni temu, ale już na dobre zagościł w naszej świadomości . Czy naprawdę „na dobre”? To się jeszcze okaże. Oczekiwania mam naprawdę duże. Tylko dziesięć życzeń noworocznych to zdecydowanie za mało.

1. Wciąż czekamy na jakiś ogromny, spektakularny kobiecy coming out w Polsce. Taki, który mógłby się znaleźć na okładce „Vivy!”. Kandydatek znalazłoby się kilka. W każdej dziedzinie kultury. Wyższej i niższej, popularnej i tej nieco bardziej elitarnej. Tomasz Raczek przeżył, Marcinowi Szczygielskiemu zdecydowanie to pomogło. Dlaczego żadna z nas? Dlaczego nie teraz?

2. Powstają świetne miejsca dla lesbijek w Internecie. Nie trzeba szukać daleko – Wstronekobiet.pl jest tego najlepszym dowodem. Okazuje się, że chcemy, możemy, potrafimy, znajdujemy czas i, co najważniejsze, mamy odbiorczynie. Dlaczego więc nie prawdziwe czasopismo? Tak, wiem – czas papierowych gazet powoli przemija. Zagraniczne ledwo wiążą koniec z końcem, a wszyscy wolą przeglądać darmowe informacje w Internecie, niż wydać choćby kilka złotych na makulaturę. No i dla niektórych pewnie problemem byłoby iść do kiosku i poprosić panią w wiadomym berecie o to pismo, tamto z tyłu, które przypadkiem znalazło się między magazynami dla panów.

Ale to wciąż druk gwarantuje wiarygodność i opiniotwórczość. To druk jest jasnym stwierdzeniem: „Istniejemy! Liczymy się! Mówimy! Chcemy!”. Nie możemy już zawsze chować się za „anonimowością” Internetu. Chcemy mieć wpływ? Musimy wedrzeć się do mainstreamowej kultury. Nie ma łatwiejszego sposobu, niż kolorowy, stustronicowy magazyn na półkach EMPiKu.

3. Jest rok 2010. W kilkunastu krajach Europy zalegalizowane są małżeństwa homoseksualne, kolejnych kilkanaście ma uregulowane prawnie kwestie związków partnerskich, adopcji, prawa dziedziczenia. Na tegorocznej mapie Europy Polska jawi się jako pustynia, jeśli chodzi o prawa lesbijek i gejów. Jeśli nie chcemy wkroczyć w XXII wiek z aktualnym stanem prawnym, powszechne i stanowcze domaganie się naszych praw należy rozpocząć już teraz.

4. EuroPride 2010 zawita do Warszawy. Niesłychane. To wielki zaszczyt, ale i wielka odpowiedzialność. Zostało nam kilka miesięcy. Musimy zrobić wszystko, by jeszcze długo po tym wydarzeniu nie rozpisywano się w całej Europie o Młodzieży Wszechpolskiej i polskiej homofobii. Ja na paradę zabiorę rodziców i dziadków. To nic, że widzą mnie dosyć często. Niech mnie zobaczą jeszcze raz.

5. Pamiętacie festiwal Pryzmat? Kilka dni fantastycznych pokazów, kilkadziesiąt filmów o lesbijkach i gejach, dla lesbijek i gejów. Nigdy nie zapomnę tego niesamowitego uczucia, gdy lekko spóźniona wbiegłam na „Itty Bitty Titty Committee” i okazało się, że sala jest wypełniona po brzegi, w związku z czym musiałam usiąść na podłodze. Pomyślałam wtedy, że możemy wszystko, jeśli tylko chcemy.

A jednak, mimo imponującej frekwencji na każdym seansie, festiwal zniknął. Co gorsza – nie powstał żaden godny następca. Życzę więc Wam i sobie, by pojawił się na polskiej mapie kulturalnej festiwal, którego nie powstydzimy się przed takimi choćby londyńczykami. Ich LLGFF (London Lesbian adn Gay Film Festiwal) trwa tydzień, prezentuje filmy amatorskie i te całkiem wysokobudżetowe, przedpremierowe i starsze, a co najważniejsze –  wypełnia największe kinowe sale, a w londyńskich pubach w czasie jego trwania nie mówi się o niczym innym, tylko o ostatnich projekcjach. Nawet w pubach trochę bardziej heteroseksualnych.

6. Shamim Sarif wydała trzy książki, a na podstawie dwóch z nich nakręciła filmy. W „The world unseen” uczucie rodzące się między głównymi bohaterkami było tylko pretekstem do pokazania skomplikowanej sytuacji w Afryce Południowej, ale już „I can’t think straight” to pełnowymiarowa, bezpretensjonalna komedia romantyczna, jakiej do tamtej pory w lesbijskim kinie nie było. Oba tytuły odniosły sukces, oba zbierały dobre recenzje.

Wszystko wskazuje na to, że ekranizacji doczeka się nareszcie również trzecia pozycja w pisarskim dorobku Sarif – „Despite the falling snow”. Akcja powieści rozgrywa się w Rosji. Opowiedziana historia jest nieco bardziej skomplikowana niż w pozostałych dziełach autorki, ale kto wie, czy film nakręcony na jej podstawie nie będzie najpiękniejszy, choćby ze względu na zapierające dech w piersiach rosyjskie krajobrazy.

7. Jeśli już jesteśmy przy Shamim Sarif, nie sposób nie wspomnieć o Lisie Ray, aktorce odtwarzającej główne role w obydwu jej filmach. Otóż Ray od niedawna walczy z bardzo groźną i bardzo rzadką odmianą nowotworu szpiku kości, jak dotąd praktycznie nieuleczalną. Swoje zmagania z chorobą opisuje na blogu i Twitterze. Kobieta czynu – zamiast poddać się i czekać na cudowne uzdrowienie, robi wszystko, by zwiększyć świadomość społeczną dotyczącą swojej choroby, zachęca też do dawania pieniędzy na przyspieszenie badań nad wynalezieniem skutecznego leku.

Choć pięknie wygląda bez włosów, z całego serca życzę jej powrotu do zdrowia jeszcze w tym roku. Umowa stoi, pani LR?

8. Kilka lat temu Anka Zet wzięła się za produkcję polskiego serialu o lesbijkach. Z jej planów nic nie wyszło, ale może to po prostu jeszcze nie był odpowiedni czas. Teraz powinno być łatwiej. Po pierwsze, serial może być produkcją wyłącznie internetową. „Venice” udowodnił, że web seriale mogą zarabiać, wiele innych – że mogą być naprawdę świetnie wyreżyserowane i zagrane.

To nie musi być „polskie TLW” czy „lesbijskie Na wspólnej”. To może być historia kryminalna, superbohaterska, SF, historyczna, paradokumentalna… tematów i sposobów ich przedstawienia jest wiele. Zdolnych kobiet jeszcze więcej. Masz kamerę? Na co czekasz!

9. Moim wielkim marzeniem są półki w EMPiKu i innym Merlinie (wirtualne, ale zawsze) oznaczone etykietą „LGBT”. Kiedyś w Traffic Clubie był regał feministyczno – genderowy, ale zniknął. To, co jest normą prawie wszędzie na świecie, u nas jest jedynie nierealnym wyobrażeniem o luksusie. To nie jest trudne. Wystarczy tylko trochę dobrej woli księgarzy. To jest potrzebne, bo nie wolno dłużej udawać, że nie mamy naszej własnej kultury, tylko nam właściwych zainteresowań, szczególnie interesujących nas zagadnień i ukochanych tylko przez nas autorów. Wiem – taka półka byłaby bardzo malutka. Ale nie o rozmiar tu chodzi, a o fakt. Idę do księgarni. Zapytam o taką możliwość.

10. Ostatnie życzenie chciałabym poświęcić Fioletowej Windzie. Chciałabym, by artykuły pojawiały się codziennie, by coraz częściej dotyczyły artystek i zjawisk nieznanych jeszcze w Polsce, by zainspirowały tłumaczy, wydawców, dystrybutorów, kolporterów i kogo tam jeszcze. I żeby nareszcie prace nad „prawdziwym” layoutem dobiegły końca.

Reklamy

9 stycznia 2010 - Posted by | Top Ten | , , , , , , , ,

2 Komentarze »

  1. Przyłączam się do ostatniego życzenia 🙂

    Komentarz - autor: Ewa | 9 stycznia 2010 | Odpowiedz

  2. Brawo! Tego nam trzeba – zaangażowania. Wytrwałości i szczęścia życzę 🙂

    Komentarz - autor: eM | 9 stycznia 2010 | Odpowiedz


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: